Czy wiesz, jaka była największa impreza XV-wiecznej Europy?
Nie był to turniej rycerski, nie koronacja króla i nie wjazd cesarza do Rzymu. To było wesele. Polskie wesele — w Bawarii.
14 listopada 1475 roku w Landshut — mieście, z którego wywodzi się firma Leipfinger-Bader — osiemnastoletnia Jadwiga Jagiellonka, córka polskiego króla Kazimierza Jagiellończyka, poślubiła bawarskiego księcia Jerzego Bogatego. Uroczystość przeszła do historii jako najwystawniejsze wesele późnego średniowiecza i do dziś jest wspominana po obu stronach granicy — choć, trzeba przyznać, Niemcy pamiętają o nim znacznie lepiej niż my.
Oto historia, która łączy Polskę i Landshut od ponad 550 lat.
Panna młoda, której nie chciał oddać ojciec
Jadwiga Jagiellonka urodziła się 21 września 1457 roku na Wawelu. Była najstarszą córką Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki (Habsburżanki) — a to czyniło ją jedną z najbardziej pożądanych partii w całej Europie.
Jako pierwszy o jej rękę czterokrotnie ubiegał się Maciej Korwin, król Węgier. Kazimierz za każdym razem odmawiał — nie zamierzał wydawać córki za kogoś, kto sam utorował sobie drogę do tronu wbrew planom Habsburgów. Elżbieta Rakuszanka — matka Jadwigi — była szczególnie oburzona tą propozycją.
Oto tekst ... Zaznacz dowolną część tekstu, aby uzyskać dostęp do paska narzędzi formatowania.
Ostatecznie wybór padł na Jerzego, syna Ludwika IX Bogatego, księcia bawarskiego z Landshut. Dla Kazimierza Jagiellończyka był to sojusz strategiczny: Bawaria miała stanowić przeciwwagę dla Macieja Korwina i zabezpieczać interesy Jagiellonów w Czechach, gdzie panował brat Jadwigi, Władysław.
30 grudnia 1474 roku w Radomiu Jadwiga wyraziła zgodę na ślub. Następnego dnia — w Sylwestra — podpisano umowę małżeńską. Posag ustalono na 32 000 złotych węgierskich, a wartość wyprawy ślubnej oszacowano na niemal 100 000 złotych. Były to sumy astronomiczne.
Ale zanim osiemnastoletnia królewna mogła stanąć na ślubnym kobiercu, trzeba było uzyskać dyspensę papieską — młodzi byli spokrewnieni w trzecim stopniu (ich dziadkowie byli rodzeństwem). Kanclerz koronny Uriel Górka pojechał do Rzymu i uzyskał zgodę od papieża Sykstusa IV w maju 1475 roku.
Dwa miesiące w drodze — podróż, jakiej dziś nie wyobrażamy sobie
Jesienią 1475 roku orszak wyruszył z Krakowa. Rodzina odprowadziła Jadwigę do Poznania, gdzie 10 października pożegnała się z rodzicami. To było pożegnanie na zawsze — Jadwiga nigdy nie wróciła do Polski.
Z Poznania królewna ruszyła dalej z orszakiem, który robił wrażenie nawet na ówczesnych obserwatorach: 1200 koni, około setki pojazdów i kilkaset osób towarzyszących, w tym księżna cieszyńska Anna. Cała podróż z Krakowa do Landshut trwała około dwóch miesięcy.
Dlaczego tak długo? Po pierwsze — tempo dyktowały ciężkie wozy z wyprawą ślubną. 30–50 km dziennie konno to był dobry wynik; z setką załadowanych pojazdów mogło być znacznie wolniej.
Po drugie — w Wittenberdze, dokąd orszak dotarł 23 października, czekała delegacja z Landshut. Ale samego narzeczonego wśród nich nie było. Kazimierz Jagiellończyk, który towarzyszył córce, odebrał to jako poważny afront. Był tak oburzony, że wstrzymał dalszą podróż na kilka dni. Pachniało zerwaniem zaręczyn.
Po trzecie — na trasie wybuchła epidemia (źródła mówią ogólnie o „zarazie“). Orszak musiał nadłożyć drogi, omijając ogniska choroby. Jadwiga dotarła do Landshut dopiero w połowie listopada — miesiąc później niż planowano.
Pierwszy rzut oka — i od razu do kościoła
14 listopada 1475 roku orszak polski stanął na obrzeżach Landshut. Na miejscu czekał nie tylko narzeczony Jerzy, ale również sam cesarz Fryderyk III ze swoim synem Maksymilianem (przyszłym cesarzem). To była liga, w której grały najwyższe figury europejskiej polityki.
I tu dochodzimy do momentu, który jest trudny do wyobrażenia z perspektywy XXI wieku: osiemnastoletnia Jadwiga zobaczyła swojego przyszłego męża po raz pierwszy w życiu. Tego samego dnia wzięli ślub.
Zero randek. Zero zdjęć. Zero rozmów telefonicznych. Jeden rzut oka — i prosto do kościoła św. Marcina, gdzie nabożeństwo odprawił arcybiskup Salzburga Bernhard von Rohr.
Jadwigę przebrano w suknię ślubną w samym kościele. I tu kolejna ciekawostka, która zaskakuje współczesnych: suknia nie była biała. Była czerwona — szeroka, atłasowa, z jedwabiu, z szerokimi długimi rękawami, w całości haftowana perełkami, uszyta zgodnie z polską tradycją. Na głowie miała przepaskę z pereł, cienki welon i wspaniałą złotą koronę zdobioną klejnotami.
Biała suknia ślubna to wynalazek XIX wieku — dopiero w 1840 roku królowa Wiktoria spopularyzowała ten zwyczaj. W średniowieczu panna młoda ubierała się jak najdrożej, a czerwień symbolizowała bogactwo i prestiż.
Gdy chór zaintonował „Te Deum laudamus“, Jadwiga zalała się łzami. Do dziś nie wiemy, czy były to łzy wzruszenia — czy przeczucie tego, co ją czekało.
Liczby, które robią wrażenie do dziś
A potem zaczęła się uczta. I to jaka.
Wesele trwało kilka dni, a bawiło się na nim — według zachowanych kronik — około 10 000 gości. Wszystkich ugościł na swój koszt ojciec pana młodego, Ludwik IX Bogaty. Całkowity koszt wesela, skrupulatnie zapisany w zachowanym do dziś dokumencie rachunkowym zwanym „Wielkim Rachunkiem“, wyniósł 60 766 guldenów reńskich i 73 fenigi.
A co zjedzono i wypito? Zachowane kroniki są zdumiewająco dokładne:
- 323 woły
- 1 500 owiec
- 500 cieląt
- 1 500 gęsi
- 40 000 kurczaków
- 94 345 jaj
- 75 000 raków
- 75 kg szafranu— jednej z najdroższych przypraw świata, wówczas i dziś
- 338 funtów pieprzu
- 730 funtów fig
- 140 funtów rodzynek
Do tego każdy gość dostawał litr wina dwa razy dziennie — bezpłatnie. Plus piwo.
Żeby uzmysłowić sobie skalę: 40 000 kurczaków na 10 000 gości to 4 kurczaki na osobę. Dla porównania — na współczesnym Oktoberfecie (6,5 miliona odwiedzających w 2025 roku!) zjada się ok. 550 000 kurczaków, czyli niecałe 0,08 kurczaka na głowę. Statystycznie, średniowieczny gość wesela w Landshut zjadł 50 razy więcej kurczaka niż przeciętny odwiedzający Oktoberfest.
75 kilogramów szafranu — fortuna w jednej przyprawie
Warto zatrzymać się przy szafranie, bo ta liczba jest absolutnie zdumiewająca. Szafran to nitkowate znamiona kwiatów krokusa — żeby uzyskać jeden kilogram suchej przyprawy, trzeba ręcznie zebrać ok. 150 000–200 000 kwiatów.
75 kg szafranu to zatem zbiory z ponad 10 milionów kwiatów krokusa.
W XV wieku szafran był jednym z najdroższych towarów w Europie — kosztował kilkukrotnie więcej niż pieprz, który sam w sobie był luksusem. W Norymberdze kupca przyłapanego na fałszowaniu szafranu zakopywano żywcem. Tak poważnie traktowano ten towar.
Dziś kilogram szafranu kosztuje od 5 000 do 10 000 euro. Sam szafran zużyty na weselu w Landshut byłby dziś wart od 375 000 do 750 000 euro. A przecież to tylko jedna przyprawa z całego menu.
Cesarz w pierwszym tańcu
Po ceremonii w kościele św. Marcina procesja ślubna przeszła przez Stare Miasto do Ratusza. I tam rozegrała się scena, która dziś byłaby odpowiednikiem zaproszenia najpotężniejszego przywódcy świata na swoje wesele — i to z sukcesem.
Cesarz Fryderyk III osobiście poprowadził pannę młodą w pierwszym tańcu. Na parkiecie był też jego syn Maksymilian — przyszły cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Obok nich bawili się elektorzy, margrabiowie, hrabiowie i biskupi z całej Europy. Lista gości czytała się jak „Who’s Who“ późnośredniowiecznej polityki.
Gotowało dla nich 146 kucharzy.
Smutny epilog: bajkowy ślub, niebajkowe życie
Historia Jadwigi nie ma happy endu.
Książę Jerzy okazał się hulaką, pijakiem i rozpustnikiem. Jadwiga znosiła to w milczeniu, nie skarżąc się nikomu. Doczekali się pięciorga dzieci, ale trzej synowie zmarli w dzieciństwie — przeżyły tylko dwie córki.
W 1485 roku — zaledwie 10 lat po bajkowym weselu — Jerzy oddalił żonę i zamknął ją na zamku w Burghausen. Jadwiga żyła tam w odosobnieniu, otoczona służbą, ale — jak pisał kronikarz — „pozbawiona wszelkich uciech światowych, miała młoda księżna jedyną pocieszycielkę swoją: samotność.“
W izolacji Jadwiga zaczęła spisywać kronikę rodu Wittelsbachów — gest tym bardziej poruszający, że był adresowany do rodziny, która ją odrzuciła. Dzieło niestety nie przetrwało do naszych czasów.
Jadwiga Jagiellonka zmarła w zapomnieniu 18 lutego 1502 roku w Burghausen, w wieku zaledwie 44 lat. Jej brat, król Aleksander Jagiellończyk, dowiedział się o jej śmierci dopiero rok później — pisząc do Jerzego list, nie wiedział, że siostra już nie żyje.
Mąż przeżył ją o niespełna rok. A ponieważ nie zostawił męskiego dziedzica, wybuchła wojna sukcesyjna (1504–1505), która doprowadziła do upadku Księstwa Bawarii-Landshut i jego wchłonięcia przez Bawarię-Monachium. W 1506 roku Monachium zostało stolicą zjednoczonej Bawarii. Paradoksalnie — małżeństwo, które miało umocnić dynastię, przyczyniło się do jej wygaśnięcia.
—
550 lat później — Landshut pamięta
Ale historia Jadwigi nie skończyła się w 1502 roku. W 1880 roku odnowiono ratusz w Landshut, a Salę Wystawną ozdobiono monumentalnymi freskami przedstawiającymi wesele z 1475 roku. To zainspirowało mieszkańców do ożywienia tamtego wydarzenia.
W 1902 roku restaurator Georg Trippel i fabrykant Joseph Linnbrunner założyli stowarzyszenie „Die Förderer“ — z jednym celem: odtworzyć wesele polskiej królewny i bawarskiego księcia. Pierwszy festiwal odbył się w 1903 roku.
Od tamtej pory — z przerwą na dwie wojny światowe — Landshut co cztery lata zamienia się w średniowieczne miasto. Na trzy tygodnie obowiązuje zakaz poruszania się samochodami w centrum. Ponad 2000 mieszkańców ubiera się w stroje z epoki. Kulminacją jest parada, w której Jadwiga jedzie powozem ulicami miasta, dokładnie tak jak 550 lat temu.
Co roku na festiwal przyjeżdża nawet 700 000 turystów z całego świata.
A co z fryzurami? Miejscowi mężczyźni na kilka miesięcy przed weselem przestają chodzić do fryzjera, żeby ich włosy lepiej oddawały realia średniowiecza. Kto wie — może i nasz Thomas Bader, właściciel Leipfinger-Bader, zapuszcza włosy przed kolejnym festiwalem? 😉

Od 2016 roku „Wesele w Landshut 1475″ znajduje się w bawarskim rejestrze dziedzictwa kulturowego — jako jeden z pierwszych wpisów na tej liście. W 2018 roku zostało wpisane do ogólnokrajowego rejestru niematerialnego dziedzictwa kulturowego Niemiec.
—
Z Landshut do Polski — kiedyś korony, dziś mury
Historia zatoczyła koło. W 1475 roku z Krakowa do Landshut przyjechała polska królewna, łącząc dwa światy — Jagiellonów i Wittelsbachów. 550 lat później z tego samego Landshut do Polski przychodzi Leipfinger-Bader — bawarski producent ceramicznych materiałów budowlanych z tradycjami sięgającymi 1862 roku.
Kiedyś łączyły nas korony. Dziś łączą nas mury.
Leipfinger-Bader to firma, która wyrasta z tego samego Landshut, z tych samych ulic, po których w 1475 roku jechał orszak Jadwigi Jagiellonki. Miasto, które od ponad pięciu wieków pamięta o polskiej królewnie, dziś wysyła do Polski coś równie solidnego — innowacyjne rozwiązania ceramiczne do budowy jednowarstwowych ścian, które spełniają najwyższe standardy energooszczędności.
Jadwiga przywiozła do Landshut polską tradycję, kulturę i — jak pokazują kroniki — łzy wzruszenia. My przywożemy do Polski bawarską precyzję, sprawdzoną technologię i materiały, na których można polegać przez pokolenia. Tak jak na solidnych fundamentach — dosłownie i w przenośni.
Więcej o naszych produktach i technologii CORISO/SILVACOR znajdziesz na naszej stronie. A więcej ciekawostek historycznych — na naszym profilu. Bo nie samą cegłą żyje człowiek 🧱
